Przejdź do treści

KULTURA I SZTUKA

autor: redaktor an. Natalia Kusiak

Od murów pokrytych graffiti przez drobne obrazy na ścianach do ścian wielkich budynków zmienionych w niesamowite obrazy. W jaki sposób street art, nowa dziedzina sztuki, wciąż czasem postrzegana jako wandalizm, może nieść ku nam dobrą myśl? I czy znajdziemy jej chrześcijańskie przedstawicielstwo w świecie?

Zacznijmy od wyjaśnienia terminu street art. Tak zwana sztuka uliczna czy sztuka miejska może przyjmować różne formy. Plakat, performance czy vlep to niektóre z nich. W tym artykule skupimy się głównie na jej graficznym wariancie.

Początków street artu możemy szukać w Nowym Jorku i Filadelfii w drugiej połowie XX wieku. Wśród hip-hopu i breakdance’u narodziło się również graffiti. Zaczęło się jako sposób na wyrażanie siebie przez mieszkańców biednych dzielnic miast lub sposób na oznaczenie terytorium malarza i jego grupy. Teraz można je zaliczyć do pełnoprawnych dzieł sztuki mierzących czasem kilkadziesiąt metrów. Warto wspomnieć, że współczesne murale czy graffiti, żeby powstać legalnie i nie być uznane za wandalizm, muszą uzyskać specjalną zgodę na powstanie. 

Ze względu na dostępność „street artu” i łatwość w sięganiu ze swoim przekazem do dużej liczby osób, często podejmuje on aktualne tematy, takie jak: walka z uzależnieniami, sprzeciw wobec wojny, przemocy, zmianom klimatu.

Duża swoboda twórców post-graffiti (nazwa czasem przez nich używana dla podkreślenia oddzielenia się od wandalizmu) prowadzi do różnorodności w kreowanych dziełach. Oprócz swobody w tworzeniu otrzymujemy również swobodę w interpretowaniu tego, co widzimy. I chociaż zdarza się, że murale pełnią też funkcję czysto dekoracyjną czy nawet reklamową, to  myślę, że warto doszukiwać się w nich również głębi.

Czy pośród „grafficiarzy”, którzy swoją sztuką mówią o ważnych dla nich sprawach, znaleźli się tacy, którzy mówią o Bogu i wierze?

Okazuje się, że spacerując ulicami, jak najbardziej możemy natknąć się na piękne wizerunki Jezusa czy Matki Boskiej. Przemierzając ulice Phoenix, dostrzeżemy mural o tytule „Jesus saves” stworzony przez artystę o pseudonimie Enuf. Malarz stworzył go jako autoportret, obrazując swoją relację z Jezusem. Jednak sądzę, że fakt, że to wielkie dzieło znajduje się na jednej z ulic miasta, pozwala każdemu przechodniowi poczuć nadzieję, że on także może odpocząć w ramionach Jezusa i zostać uratowanym.

Dwóch artystów z Salt Lake City stworzyło nowoczesny mural przedstawiający Maryję z ułożonym w aureolę łacińskim tekstem Ave Maria. Na mnie największe wrażenie wywiera jednoczesne ujęcie Maryi w tak naturalny, piękny sposób, jak i nowoczesność w jej przedstawieniu. Może nam to pokazać, że Maryja nie przestaje być aktualna. We wciąż zmieniającym się świecie ona pozostaje dla nas niezmienna ze swoją miłością i troskliwym spojrzeniem.

Rosyjski artysta Alexander Tsypkov postanowił sztukę pisania ikon przenieść na ściany i mury. Chciał, by ikony z dostępnych tylko dla wąskiej grupy osób znów stały się częścią codziennego życia. Ta symboliczna i niosąca za sobą bogatą tradycję dziedzina sztuki staje się w ten sposób obecna w przestrzeni publicznej. Skutecznie przypomina o swoim istnieniu i pięknie.

Street art jest według mnie niesamowitym i uderzającym przypomnieniem dla społeczeństwa, że sztuka jest w każdym czasie poszukiwaniem odpowiedzi na problemy i potrzeby człowieka, również współczesnego. Może celem któregoś z Twoich wiosennych spacerów zostanie spostrzeżenie na ulicy jakiejś ważnej myśli umieszczonej tam właśnie po to, żeby do Ciebie dotarła? Może jednej z nich uda się poprowadzić Cię bliżej Boga?

Szerokiej drogi!

Co sądzicie o graffiti? Spotkaliście się już kiedyś ze street artem o głębszym znaczeniu? Podzielcie się z nami Waszymi historiami na: redakcja.amicus@gmail.com

Zaloguj się

Zarejestruj się

Reset hasła

Proszę wpisać nazwę użytkownika lub adres e-mail, a otrzymasz e-mail z linkiem do ustawienia nowego hasła.